Aktualności

Jak to było z tymi namiotami

Jeden z rozstawionych przez nas namiotów termicznych wzbił się na wyżyny, ale zanim on to zrobił, musieliśmy my wszyscy. Większość widzi finał – stoi namiot. Nieliczni tylko wiedzą, ile przez ostatnie 4 tygodnie było potrzebne wsparcia różnych osób, otwartości serca, zaangażowania, wątpliwości i próśb o pomoc. Tej zimy, którą zaliczamy do ciepłych, parę dni mrozu spowodowało, że w naszym mieście zamarzły znane nam dwie osoby. Jedną udało się uratować wyprowadzając z hipotermii (palce u nóg są zagrożone amputacją). Można bezczynnie na to patrzeć - przecież co roku tak się zdarza.

Wreszcie się udało! Sprowadziliśmy namioty termiczne

Dzisiejszy dzień był ciepły i słoneczny, ale prawda jest taka, że mamy zimę. Mróz jest bardzo niebezpieczny dla osób, które przebywają w miejscach niemieszkalnych, więc sprowadziliśmy z Czech namioty termiczne, które są awaryjnym schronieniem przed zimnem dla osób, które z różnych powodów nie chcą lub nie mogą skorzystać z pomocy instytucjonalnej. Bez wsparcia wielu byłoby to niemożliwe. Dziękujemy! Zadanie zostało sfinansowane ze środków publicznych Miasta Poznania. #poznanwspiera

Świąteczna nuta - małe i większe skrzaty

Zupa 273. Pewnie nawet gdyby sobota wypadła w niedzielę, to i tak byśmy gotowali, bo dla nas „w każdą sobotę” oznacza każdą, bez wyjątków, nawet w tą 24 grudnia. I jak to w święta - było wesoło, głośno, pachnąco i pracowicie. Świąteczna nuta towarzyszyła nam w przygotowaniu kanapek, w kuchni czarował się bigos, małe i większe skrzaty pakowały paczki ze smakołykami na zaś i na później, dołączając kartki z życzeniami, które dostaliśmy od Was. Ciasta, pierniki, dary z ubraniami, wpadały do nas nie przez komin, ale były przynoszone przez Was.

Działanie w niedoczasie

Już jutro kolejna Zupa, a tutaj dopiero relacja z 271. Bywa i tak, że „niedoczas” powoduje, że trzeba czas dzielić na sprawy ważne i ważniejsze. Grudzień po prostu taki jest i tyle. Ostatnia sobota to praca pod presją czasu. Bazarek w naszej siedzibie, świąteczny jarmark na Wildzie i sobotnie gotowanie dla naszych Zupowych Przyjaciół. Tak sobie "dołożyliśmy" i nie żałujemy. Było trochę nerwowo, pracy było dużo, ale jak zwykle z taką ekipą jak zupowi wolo nie ma rzeczy niemożliwych.

Początek zimy

270. zupę przygotowaliśmy wspólnie z wolontariuszami Fundacja Orange, którzy przyjechali do nas z darami spożywczymi i kosmetycznymi oraz z wolontariatem pracowniczym firmy PwC Polska. Było trochę tłoczno, ale pracy dla nikogo nie zabrakło. W kuchni zarządzała Zuza, która gotowała tym razem sycącą i gęstą fasolową. Zrobiliśmy 150 kanapek, dużo litrów ciepłych napojów, do każdej kanapki dorzuciliśmy trochę witaminy C w postaci mandarynek, bo pogoda jest jaka jest. Docierają do nas nadal nowe osoby.

Posiłek rozdany do ostatniej porcji

269. zupę przygotowała dla nas ekipa z Obiadkowo - obiady domowe. Pyszności! Polecamy z całego serca. Dzięki temu mogliśmy wybiec myślami nieco naprzód i przygotować się na nadchodzące już za kilka tygodni Święta. Po kilku godzinach pracy w okolicy naszej siedziby można było poczuć zapach bigosu. Podobno zapach jest najtrwalszym nośnikiem wspomnień. Może dlatego wszystkim udzieliła się tak radosna, świąteczna atmosfera. Nasi wolontariusze, ekipa z Erazmusa oraz kwiat polskiej młodzieży z klas przeważnie ósmych zmieścili się na Przemysłowej. To już był pierwszy sukces tego dnia.

Jeszcze więcej osób w potrzebie

Za nami 268. Zupa. W sobotę podczas naszego gotowania zaczął padać śnieg. Według wskazań termometru nie powinno być aż tak przenikliwie zimno, a jednak… Ugotowaliśmy więcej zupy, zrobiliśmy więcej kanapek, bo ostatnio znacznie więcej osób przychodzi i jest obawa, że może nie dla każdego wystarczy. Jakieś 150 osób w kolejce. Sypie śniegiem, nawet pod dachem czujemy jak marzną nam dłonie. Chcemy szybko każdemu nalać miskę gorącej zupy, kubek ciepłej kawy i chociaż na chwilę spowodować, żeby zrobiło się ciepło w ciele i w sercu. Kolejka wydaje się, że nie ma końca.

Pracowity tydzień

To był bardzo pracowity tydzień. Zaczęliśmy go od naprawy „zupowozu”, który - jak może pamiętacie - odmówił posłuszeństwa w ubiegłym tygodniu. Na szczęście, przyczyną był jedynie mocno rozładowany akumulator. Niemniej, trzeba go było odłączyć, wyjąć, naładować i ponownie zamontować. To wielkie nic, gdy robi się to we własnym garażu, ale w aucie odległym od niego o blisko 10 kilometrów naprawdę sprawia kłopot. W środę trzeba było zrobić zakupy. Oj było co dźwigać! To nie tylko produkty spożywcze, ale również ogromne kartony naczyń, które może nie są ciężkie, ale wypełniły auto po dach.

Kaprysy Zupowozu

Minęła 266. Zupa, która trochę nas zaskoczyła. Chwilę przed 13 zaczęli przychodzić wolontariusze. To był ten dzień, w którym nie mieliśmy na gotowaniu młodzieży tylko samych dorosłych wolontariuszy i super ekipę z firmy Wavin. Przygotowanie posiłku poszło nam sprawnie, ciasta dopisały. Dzięki Wam był czas na kawę i pogaduchy. Moja prawa ręka (dosłownie) Ela spisała się znakomicie. Filip sprawdził wszystko z listą tego, co mamy zabrać na dworzec. Zupowóz zapakowany, pogaduchy, kaweczki – mamy jeszcze czas. Wsiadam do auta na 15 minut przed planową wydawką, a tu nic… auto ani mruknie.

To był dobry dzień

265. Zupa i towarzyszący jej festiwal dobra już są za nami. Mam wrażenie, że jakby spojrzeć na naszą siedzibę w sobotę z lotu ptaka i podejrzeć co tam się dzieje, to byłby super widok. Zdecydowanie nie byłaby to idealna maszyna produkcyjna. Myślę jednak, że byłby to taki organizm, który ma wiele ludzkich cech. Organizm, w którym współpracuje wiele jednostek, ale nikt nie jest sam. Taki, który ma cel i zadanie, a jednocześnie potrzebuje żyć, żartować i słuchać muzyki. Co tydzień bierzemy się do pracy w nieco innym składzie.

Strony