Historie

Takie podsumowanie tygodnia

Jutro kolejna sobota i kolejne wyjście do osób w potrzebie. W potrzebie zaspokojenia głodu, porozmawiania, poradzenia się, pouśmiechania. Spotkamy kilkadziesiąt osób, które przyjdą po prostu zaspokoić głód. Pewnie kilkanaście będzie potrzebowało pomocy medycznej, kilka będzie chciało porozmawiać bo czują, że mają problem i są gotowe na przyjęcie pomocy. Początek to miska zupy, dobre słowo i nieocenianie – każdy człowiek to odrębna historia.

W czwartkowe popołudnie streetworkerzy spotykają na dworcu chłopaka

Są takie historie, które trudno opisać, które zostawiają jedynie emocje i zasypiając późną nocą budzisz się rano w przekonaniu, że tyle wysiłku po jednej i drugiej stronie, a tak naprawdę jeszcze wszystko może się wydarzyć i nie wiadomo jaki będzie finał. W czwartkowe popołudnie nasi streetworkerzy spotykają na dworcu młodego chłopaka. Początkowo nie chce z nimi rozmawiać. Nie jest agresywny, ale chyba sonduje, czy ta rozmowa ma w ogóle jakiś sens.

Pożegnaliśmy Michała

20 marca 2024 r. pożegnaliśmy Michała. Był z nami od początku naszej działalności. Z każdym rokiem stan jego zdrowia się pogarszał. Na każdą próbę namówienia go na zmianę życia mówił do mnie przeciągle: „Wiooola”, uśmiechał się i kierował wzrok ku górze. Dziś chyba rozumiem to bardziej, ale nadal nie akceptuję. Te kilka ostatnich miesięcy to wiele strat. Także młodych ludzi, którzy byli „źle urodzeni”. Po wiadomości na Facebooku napisał do nas Tomasz Kujawa. Dziękujemy za historię, dzięki której mogliśmy lepiej poznać Michała.

Nigdy nie wiesz komu pomagasz

Spotykasz osoby w terenie i nigdy nie wiesz do kogo dotrą twoje słowa: „przyjdź do nas we wtorek, porozmawiamy i pomożemy”. W środę na ławce przed dworcem spotkaliśmy dwóch Panów - przekładali coś z walizek do toreb. Obaj w wieku około 50 lat. Nie ufali nam. Zaczęliśmy rozmawiać. Stracili pracę i dach nad głową. Jedni z wielu dla których nie ma systemowych rozwiązań – Ukrainiec sprzed wojny i Gruzin. Ucieszyliśmy się kiedy przyszli do naszej siedziby. Wiedzieliśmy, że jedynym rozwiązaniem jest praca z zakwaterowaniem. Zawsze jest to gdzieś daleko od Poznania.

Kobieta ze złamaną nogą

Niekiedy sobotnie spotkanie kończy się znacznie później, może być też w niedzielę. Tak było też i tym razem. Gdy już wszyscy najedzeni opuścili peron, to jak zwykle przechodziłam po nim, aby sprawdzić czy nasi podopieczni zostawili po sobie porządek. Jeszcze kilka osób siedziało na murku i stało na peronie rozmawiając. W pewnej chwili podszedł do mnie jeden z „naszych” i powiedział, że jest pani, która chce ze mną porozmawiać. Podeszłam i na murku siedziała Danusia. Ta sama, która podarowała mi zrobione przez siebie ozdoby świąteczne.

Pomagamy parze w powrocie do normalnego życia

Inny wymiar Zupy... Nasza socjalna Agnieszka wypatrzyła Ich w tłumie podczas wydawania posiłku. Mnie przekonali tym, że z ławki w parku chodzili do pracy na 10 godzin. Kiedy zobaczyli pokój w naszym zupowym mieszkaniu, to łzy zaszkliły im się w oczach. Z dużą dozą niepewności przyjmowali klucze. Nie wiedzieliśmy o nich zbyt wiele, nie wypytywaliśmy, nie weryfikowaliśmy. Zobaczyliśmy ludzi w potrzebie, którym trzeba dać możliwość normalnego życia.

Jego historia mogłaby się skończyć inaczej

Pewnego upalnego popołudnia byliśmy na dworcu. Rozmawialiśmy z napotkanymi osobami bezdomnymi. Przestrzegaliśmy przed słońcem, mówiliśmy, żeby dbali o siebie i uważali na innych. Wzrokiem szukaliśmy tych, których nie znamy, a mogą być na początku bezdomności. Tego lata przybyło wiele osób ze względu na dużą falę eksmisji, która nastąpiła po 2 latach ich wstrzymania ze względu na pandemię.

Pierwsza kobieta w mieszkaniu wspieranym

Mówią, że tylko krowa (właściwie nie wiem dlaczego ona) nie zmienia poglądów i chyba tylko to mnie ratuje. Przez wiele miesięcy stałam na stanowisku, że żadnej koedukacji w mieszkaniu wspieranym, że tylko Panowie i już. Gdy zadzwoniła do mnie któraś z kolei pani, która kończy terapię i nie ma się gdzie podziać, to biłam się z myślami, że może znaleźć jakieś nieduże mieszkanie dla nich. Jest jak jest, każdy grosz się liczy i dodatkowe obciążenia w obecnej sytuacji nie bardzo nam były na rękę. I trwałam w swoim postanowieniu do momentu aż w któryś z wtorków przyszła Ona, pani P.

Tutaj jest dobrze, uratują ci życie

„Tutaj jest dobrze, uratują ci życie” to słowa jednej z osób przebywających w naszym mieszkaniu wspieranym do nowego, który postanowił powalczyć o siebie. Przyszedł porozmawiać, a wyszedł z możliwością otrzymania dachu nad głową oraz poukładania swoich spraw w bezpiecznych warunkach. Po tych słowach zapadła w aucie cisza. Nawet ja nie wiedziałam co powiedzieć. Niby wiesz, że robimy kawał dobrej roboty, ale jak słyszysz to od kogoś, kto tego doświadcza i ma odwagę powiedzieć o tym głośno, to troszkę zapiera dech.

Jak dary od Was pomagają nam działać

Nadszedł początek marca. W sobotę były zapisy na rzeczy. We wtorek Magda wydaje paczki z tym, o co poprosili nasi Zupowi Przyjaciele. Na sam koniec podszedł pan K. Prosi o majtki i skarpetki. Nie zapisał się, ale ma nadzieję, że Magda coś dla niego znajdzie. Zawsze mamy ze sobą na dworcu torbę potocznie nazywaną "techniczną" i coś tam zawsze jest - na wszelki wypadek. Nie kojarzę go z naszych sobotnich spotkań. Zaczynamy rozmawiać i okazuje się, że jest w bezdomności od 2 miesięcy. Wysoki, postawny, zadbany facet. Kiedyś miał swoją firmę, dom, dzieci są już dorosłe.

Strony