Podgrzewanie bigosu

334 Zupa. W kuchni rządzili wolontariusze z Aquanet SA. Podgrzewanie bigosu okazało się nie być wcale lekkim zajęciem. Nieustanne mieszanie i pilnowanie temperatury, pochłonęło dziewczyny całkowicie. Reszta sobotniego zespołu, uwijała się w drugim pomieszczeniu. Witek skoordynował pracę i w mig mieliśmy kanapki gotowe. Myjąc gary po bigosie, uśmiechnęłam się do siebie. sama nie zauważyłam kiedy, zaczęłam nucić piosenkę „W moim magicznym domu”. No tak jakoś wyszła nam ta sobota, że nie wiedzieć kiedy i jak, mieliśmy chwilę na to, aby usiąść przy stole i pogadać.
Jakie to ważne! Znaleźć chwilę, porozmawiać, pobyć, podzielić się sobą. Mam takie wrażenie, że gdy nie ma się wokoło ludzi, do kogo odezwać, poprosić o radę, powiedzieć co boli i co w duszy uwiera, to koniec drogi może być w kolejce na dworcu po zupę. A tam spotkać można każdy rodzaj osobowości i człowieka. Łączy jedno - głód i smutek. Przykro patrzeć.
Sobotnia kolejka zdawała się być po horyzont. Długa i bardzo liczna. Bigos, kanapki, ciasto, kawa, herbata - tym mogliśmy się podzielić dzięki waszej hojności. Małgosia, spakowała trochę bigosu, który nie zmieścił nam się w termosy do słoików. I one zostały rozdane, przyjęte z wdzięcznością.
To był owocny dzień. Udało się puścić w świat trochę wsparcia, dobra, rozmowy, trochę dobrego. Pamiętajcie, że do nas zawsze możecie przyjść. Bez wstydu i skrępowania. Da się z nami pogadać, pośmiać, popłakać, a jak trzeba to i poprzytulać. Potrafimy słuchać a i w razie konieczności wskazać kierunek. Razem zawsze lepiej, wygodniej i odważniej. I oczywiście dzięki za wszystko, co od Was dostajemy. Bez Waszego wsparcia ani rusz się nie da.
Małgośka