Krupnik pachnący dobrocią serc

446. Zupa - cóż to była za energia! Tym razem z wolontariuszami z Franklin Templeton mieliśmy ogromny zaszczyt przygotować posiłek dla osób, które naprawdę potrzebują takiego wsparcia. Dziękujemy za Wasze chętne do pomocy ręce, za uśmiechy, za spokój, za wsparcie finansowe, dzięki któremu mogliśmy kupić wszystko, co potrzebne, by było smacznie i z godnością. Gotowaliśmy krupnik - mocno warzywny, pachnący, pełen dobra. Kasza, marchewka, pietruszka, ziemniaki, seler naciowy, por. W czasie wydawania podszedł do mnie starszy pan i powiedział z taką wdzięcznością: „Dziękuję za pachnącą zupę. Jeszcze jej nie spróbowałem, a już wiem, że będzie pyszna.” I to zdanie zostało ze mną na długo.
Były też kanapki - ponad 200. Jakoś tak wyszło, że praca przy nich była tak ekspresowa, że nikt nie zauważył, kiedy zrobiła się taka góra, ale dzięki temu nikt nie odszedł bez czegoś na późniejszą kolację czy niedzielne śniadanie.
Były pyszne ciasta od Was. Był karton wafelków i czekoladek z ostatnich zbiórek w szkołach i przedszkolach. Kiedy rozstawialiśmy stanowiska, częstowałam każdą osobę w kolejce - „losuj i bierz”. Jedni traktowali to jak loterię, inni próbowali podejrzeć, żeby wybrać „najlepsze”, ale najważniejsze było to, że można było na chwilę rozładować napięcie, zamienić kilka słów, odciągnąć myśli od tego, jak bardzo jest się głodnym.
Wiemy, że wiele osób przychodzi naprawdę głodnych, że dla części to pierwszy posiłek tego dnia, a jest już prawie 18. Dlatego te kilka minut rozstawiania stoisk potrafi dłużyć się w nieskończoność. Każde zagadanie, każdy wafel, każdy uśmiech to ma znaczenie. A kiedy otwieramy termos i unosi się zapach dobrej zupy, czas zaczyna biec szybciej.
Kochani wolontariusze , nasi stali i ci z Franklin Templeton, dziękuję za ten wspólny czas.
Darczyńcy, domowi cukiernicy - Wasze wsparcie jest nieocenione. Dzięki Wam możemy robić to, co robimy: z sercem, z godnością, z uważnością na człowieka.
Do następnego!
Wiola