Czy aby nie za wcześnie?
W sobotę wyjątkowo nie było żadnego wolontariatu pracowniczego, więc do działania zostali zmobilizowali zupowi wolontariusze. Przyszli tacy, którzy wpadają rzadziej, niektórzy nawet przynieśli ciasto! Praca szła dość sprawnie, po obraniu warzyw i przygotowaniu 180 kanapek czekaliśmy na to, żeby ogórkowa się ugotowała. A to taki proces, którego nie można przyspieszyć.
Gdy przyjechaliśmy na Dworzec Zachodni stwierdziliśmy, że nie ma za wielu ludzi - zastanawialiśmy się nawet czy nie przyjechaliśmy za wcześnie. Aromatyczna ogórkowa z dużą ilością koperku zbierała dużo pochwał - usłyszałam, że w całym mieście nie ma tak dobrej!
Pierwszy raz odkąd pamiętam została nam zupa - niewiele, ale jednak. Jak to powiedziała Gosia „widocznie dzisiaj jest w Poznaniu mniej głodnych ludzi”. Staliśmy i czekaliśmy na spóźnialskich, w międzyczasie nasza lekarka Marta pomagała tym, którzy jej pomocy potrzebowali. Gdy spakowaliśmy auto znalazło się jeszcze czworo spóźnialskich - im laliśmy zupę z termosów z auta.
Przyjechaliśmy do siedziby, która pod naszą nieobecność posprzątał Przemek - dobrze jest wiedzieć, że nie wszystko musimy robić sami.
Za wózek pełen zakupów na to gotowanie dziękujemy Fundacji Biedronki!
I w ten sposób minęła Zupa nr 434.
Ela











