Są ludzie, którzy korzystając z naszej dobroci nazywają ją naiwnością

Za nami Zupa numer 166. Spóźniony ten post, a wszystko przez to, że są kłopoty z naszym zupowozem. Tak zwana bieganitwa zajęła mi dziś pół dnia, bo nasz ukochany, wysłużony pojazd ma jakieś drobne problemy z przełykiem lub trawieniem, ale diagnoza padnie dopiero jutro. Marzy nam się coś nowszego, mogącego pomieścić więcej niezbędnych przedmiotów i w razie potrzeby ludzi, ale jak na razie po prostu nie stać nas na zakup. Pieniądze są potrzebne gdzie indziej. Nie mamy nieograniczonych środków, a te które nam powierzacie staramy się wydawać jak najbardziej racjonalnie. Fakt, że radzimy sobie, ale na żadne „zupowe szaleństwa” typu zakup jakiegoś w miarę nowego pojazdu, niemającego przebiegu rzędu 100 tysięcy kilometrów po prostu nie mamy kasy. Może kiedyś, ale jeszcze na pewno nie teraz.

Dziękujemy za Wasze wsparcie! Nie bardzo wiem, co się działo, ponieważ większość czasu spędziłem mieszając w garach grochówkę, ale widziałem mnóstwo osób, które dotarły do nas z pysznymi ciachami. Większość z nich już wydaliśmy, trochę zostawiliśmy na wtorkowe i czwartkowe spotkania (bo intensywnie pomagamy i teraz znacznie więcej niż kiedyś, a rozmowa przy kawie/herbacie i ciastku klei się znacznie lepiej), a nieco zamroziliśmy na kolejną sobotę. Za całe to wsparcie bardzo, bardzo dziękujemy! Z Wami możemy jeszcze więcej!

W tę sobotę na PST wydaliśmy 175 porcji zupy i tyleż samo paczek żywnościowych. Każda z nich zawierała pyszne kawałki ciasta, kanapki, sałatkę makaronową, chleb do grochówki, jabłko i sok owocowy. Mamy nadzieję, że chociaż w ten sposób wspieramy odporność naszych zupowych przyjaciół. Intensywnie działał punkt pomocy medycznej – nadal zmorą są odciski, odparzenia, skaleczenia i zwykłe o tej porze roku dolegliwości, takie jak przeziębienie. Póki co nie mamy lekarzy, więc pomagamy jedynie doraźnie w razie potrzeby załatwiając lub rekomendując wizytę u specjalisty. Justyna i Marika robią co mogą pomagając w ramach swoich kompetencji.

W tym tygodniu Krzysztof dodatkowo do kawy i herbaty serwował też smaczne, upieczone przez Was ciacha. Były one ogromną atrakcją, takim rodzajem deseru po grochówce. Wydawaniem zupy i paczek zajęli się Filip z Kasią, a Magda z Gosią dyscyplinowały kolejkę rozdając przy tym maseczki i dezynfekując ręce. Nasz nowy, nieoceniony pracownik socjalny Mariola rozmawiała z potrzebującymi umawiając się na spotkania lub na bieżąco pomagając w rozwiązywaniu problemów. Były przy tym i łzy radości, gdy okazało się, że „zmartwychwstał” ktoś, kogo uśmierciła plotka. Wiele osób mówi o Marioli „ona uratowała mi życie”. Cóż można dodać? Na tym właśnie polega sens tego, co robimy – staramy się ratować ludzkie życia.

Z Wami możemy jeszcze więcej, bez Was i Waszego wsparcia nie moglibyśmy nic albo prawie nic. Jeśli wahasz się, czy wesprzeć działania „Zupy na Głównym” opowiem Ci to, co dawno temu mówiłem swoim dzieciom, gdy pytały: „Tato, a czy ty wiesz, co ten pan/pani zrobi z twoją pomocą? Czy cię nie oszukał, nie przepije tego, co mu dałeś?”. Często jesteśmy oszukiwani i dobrze zdaję sobie sprawę z tego, że jest wielu ludzi, którzy korzystają z naszej dobroci nazywając ją naiwnością. Ale z drugiej strony, nigdy tego nie możemy być pewni. To czy ktoś nas okłamał czy nie świadczy o jego charakterze. Ale jeśli ktoś potrzebuje pomocy, a my to zignorujemy, no cóż, to świadczy już tylko o nas.

Jacek