Zupa, która zostaje z człowiekiem na długo
Ostatnia sobota była jednym z tych dni, które zostają w pamięci na długo - pełna rozmów, śmiechu, ciepła i zwykłej, ludzkiej obecności. Odwiedziło nas Koło Gospodyń i Gospodarzy Wiejskich „Głos Daszewic” oraz Sołectwo Daszewice. I nie przyjechali tylko po to, by pomagać. Przywieźli ze sobą ciasta, produkty na sto litrów ogórkowej oraz ogrom dobrej energii. W kuchni i naszej kanapkowni - tam, gdzie obieramy i kroimy - działo się prawdziwe dobro. Moim głównym zadaniem było… nie przeszkadzać. I myślę, że wywiązałam się z niego znakomicie.
Tą samą ekipą pojechaliśmy później na dworzec. Wydawaliśmy zupę, kanapki, napoje i ciasta. Jak zawsze, zza gara trudno patrzy się na ludzi stojących po miskę ciepłej zupy. To osoby głodne, zmęczone, zatroskane, czasem nietrzeźwe. Ale zawsze grzeczne, cierpliwe, z „dziękuję” w oczach albo na ustach. Nikt nie stoi w tej kolejce dlatego, że ma wolny wieczór. Stoją tam ludzie, którzy czegoś potrzebują — jedzenia, rozmowy, albo po prostu chwili, w której ktoś ich zauważy.
Wolontariat nauczył mnie, by nie oczekiwać wdzięczności. Ale ta sobota była wyjątkowa. Czułam ogromną wdzięczność za pomoc Koła Gospodyń i Gospodarzy Wiejskich „Głos Daszewic” oraz Sołectwa Daszewice i jednocześnie dostałam ją z drugiej strony: od ludzi na dworcu. I było mi z tym bardzo dobrze. Niech dobro się mnoży!
<Życzymy Wam, abyście również odnajdywali satysfakcję w pomaganiu i byciu blisko drugiego człowieka. Niech dobro wraca i niech się mnoży.
Pozdrawiam,
Wasz zupowy wolontariusz, Małgośka





