W próżni systemowej

To jest ta część, o której rzadko się mówi: że organizacje takie jak Zupa często działają w próżni systemowej, w której każda decyzja jest obarczona lękiem, że jeśli nie zrobimy czegoś my , to nie zrobi tego nikt. Są takie historie, które pokazują nam coś bardzo niewygodnego: że w Polsce człowiek uzależniony może umrzeć w mieszkaniu, bo nie ma dokąd zadzwonić po realną pomoc.
Poznaliśmy Pana J. cztery lata temu. Mieszkał w aucie, ale pracował. Nie pił. Leczył depresję. Walczył. Dostał swoje małe mieszkanie do remontu, ale z nadzieją. Pomogliśmy, ile mogliśmy. On też dawał z siebie wszystko. A potem przyszła samotność. Lęk. Zawieszenie leków. Alkohol. Utrata pracy. Zamykanie się w czterech ścianach. To nie jest „słabość”. To jest choroba, która bez wsparcia zawsze wygrywa.
Kiedy w poniedziałek przyszliśmy na umówione spotkanie, nie był w stanie podejść do drzwi. Przez okno słyszeliśmy tylko bełkot. I wiedzieliśmy, że zaczyna się to, czego tak bardzo się boimy: powrót na ulicę, ale tym razem przez alkohol, nie przez brak mieszkania.
W środę zadzwonił po pomoc. Drżał. Przepraszał. Powtarzał „jestem śmieciem”. Miał 2,7 promila. Nie mógł chodzić. Nie mógł siedzieć. A my nie mieliśmy żadnego narzędzia, żeby go zabezpieczyć. Bo w Polsce:
• nie ma oddziałów przerywania ciągów,
• na izbę wytrzeźwień nie można pojechać z domu,
• SOR nie jest od trzeźwienia,
• a organizacje takie jak nasza nie mają prawa ani możliwości, żeby interweniować medycznie.
Zadzwoniliśmy na 112. Po godzinie przyjechała karetka. Zabrali go. Trafiliśmy na empatyczny zespół i nasze argumenty zostały wysłuchane. Byliśmy w stałym kontakcie z lekarzami SORu z Przybyszewskiego. Potem kolejny szpital.
Dziś jest na detoksie. Nadal na wózku. Nadal zagubiony. Mówi, że potrzebuje pracy - my mówimy, że terapii. Mówi, że pije z samotności. Za chwilę, że boi się ludzi.
Ta historia nie jest wyjątkowa. Wyjątkowe jest tylko to, że tym razem zdążyliśmy.
I jeszcze jedno: społeczeństwo wciąż nie wie, czym jest alkoholizm. Pan J. dawał ludziom kartę przez okno, prosząc o piwo i dostawał je, bo ludzie myśleli, że „tak mu pomogą”. Pan T. prosił pod sklepem o jedzenie - dostawał piwo, bo nikt nie wierzył, że naprawdę jest głodny. To nie są złe intencje. To jest brak wiedzy. A brak wiedzy zabija. Dlatego opowiadamy tę historię. Bo jeśli nie będziemy mówić o tym głośno, to nic się nie zmieni - ani w systemie, ani w świadomości.
Wiola