Dlaczego warto wracać do Zupy

Ostatnia sobota była dla nas naprawdę wyjątkowa. Po pierwsze, okrągła rocznica, bo to Zupa nr 440. Po drugie, nie było wolontariatu pracowniczego, więc wszystko zależało od naszych stałych wolontariuszy i jak zawsze pokazali, że można na nich liczyć. Przyszli ci, których dawno nie widzieliśmy, ale też nowe osoby, które od razu wniosły świeżą energię i ogrom dobrej woli. Przy obieraniu i gotowaniu znów był czas na rozmowy: o tym, co robimy, dlaczego to dla nas ważne i co sprawia, że wracają do naszej Zupy.
Ogórkowa wyszła pyszna! Może trochę mało kwaśna, ale wiadomo: jakie ogórki, taka ogórkowa. Najważniejsze, że była ugotowana z myślą o innych.
Na dworcu czekała już długa kolejka. Na szczęście dołączyło do nas jeszcze kilkoro wolontariuszy, dzięki czemu wydawanie zupy, kanapek, ciasta, kawy i herbaty poszło sprawnie i z uważnością.
Rozmawialiśmy z ludźmi, którzy przyszli po posiłek. Niektóre historie znamy od lat, inne słyszeliśmy po raz pierwszy. Zupy wystarczyło dla wszystkich. A na końcu, jak zawsze, czekaliśmy jeszcze na naszą lekarkę Martę - tradycja, która daje poczucie ciągłości i bezpieczeństwa.
Kiedy wróciliśmy do siedziby z pustymi termosami, kuchnia lśniła. To zasługa Przemka, który w czasie, gdy byliśmy na dworcu, posprzątał wszystko na błysk.
Patrząc na to, jak wiele dobra dzieje się dzięki zaangażowaniu tylu osób, myślę jedno: mamy naprawdę wspaniałych wolontariuszy. Bez Was to wszystko nie byłoby możliwe.
Ela