Na dworcu było w sobotę naprawdę zimno

Zupa nr 436. Na dworcu było w sobotę naprawdę zimno. Takie zimno, które wchodzi w kości, odbiera czucie w palcach i sprawia, że najprostsze rzeczy stają się wyzwaniem. Przy takich temperaturach bezdomność boli mocniej - każda godzina na zewnątrz staje się realnym zagrożeniem dla zdrowia i życia. Tym bardziej cieszyliśmy się, że w naszych garach pyrkała pomidorowa. Gorąca, gęsta, rozgrzewająca.
Gotowała Sylwia. Dziękujemy za spokój, uważność i serce, które wkładasz w każdą zupę.
Spotkaliśmy dziś osoby, dla których zima nie jest „porą roku”, tylko codziennością bez dachu nad głową. Rozmowy, uśmiechy, chwila bycia razem - to jest tak samo ważne jak miska zupy. Najważniejsze, że starczyło dla wszystkich. Ogromnie wzruszyło nas też to, ile ciasta dostaliśmy od ludzi. Ktoś przyniósł, ktoś podzielił się tym, co miał, ktoś pomyślał o innych. Takie gesty naprawdę robią różnicę.
Bezdomność nie znika zimą - ona wtedy boli najbardziej. A my będziemy, tak jak potrafimy: z garnkiem, z ciepłą zupą, z obecnością. Dziękujemy, że jesteście z nami. Do zobaczenia na Zupie. Trzymajcie się ciepło.
Wasz zupowy wolontariusz,
Małgośka