Zupowe spotkanie 1-go listopada
Dziś wieczorem, 1 listopada, jak w każdą sobotę, wyszliśmy z posiłkiem do osób potrzebujących wsparcia. To był czas wyjątkowej zadumy — pełen wspomnień, ciszy i łez spływających po policzkach. Choć ludzi było sporo, panowała niezwykła, niemal świąteczna cisza. Każdy mógł zapalić symboliczny znicz i wspomnieć swoich bliskich: brata, rodziców, wujka, znajomego.
Kilka razy podjeżdżał pod ułożone ze zniczy serce mężczyzna około czterdziestopięcioletni, poruszający się na wózku. Wpatrywał się w płomienie w głębokiej zadumie. Zapalił znicz dla żony i córki, mówiąc cicho, że nie ma już na świecie nikogo poza sobą.
To była wyjątkowa Zupa — poruszająca, pełna szacunku, godności i troski o drugiego człowieka.
Jak co tydzień, również w ten szczególny dzień wyruszyliśmy z posiłkiem. Choć 1 listopada to czas refleksji, pamiętaliśmy, że głód nie zna świąt. I na szczęście wiele osób, które nas wsparły, też o tym pamiętało.
Wolontariusze dopisali. Kilka osób przyniosło pachnące, domowe wypieki, a dziesięciu darczyńców wsparło naszą zbiórkę na produkty potrzebne do przygotowania posiłku. Jesteśmy ogromnie wdzięczni - bez Was ten wieczór wyglądałby zupełnie inaczej. Dzięki wspólnemu zaangażowaniu było spokojnie, nostalgicznie, ale też radośnie, bo mogliśmy być tam, gdzie jesteśmy potrzebni.
Basia ugotowała gołąbkową - czyli gołąbki w wersji płynnej, z mięsem mielonym, pomidorami, ryżem, cebulą, marchewką, zaparzaną kapustą, dużą ilością majeranku i odrobiną papryki. Do tego przygotowaliśmy 200 kanapek, kawę, herbatę i ciasto - wszystko zapakowane i gotowe do drogi.
Obawiałam się, że tego dnia będzie mniej osób. Może ktoś pomyśli, że nas nie będzie? Zawsze powtarzamy, że jesteśmy w każdą sobotę, ale nie wszyscy o tym wiedzą i wierzą. Gdy wyjeżdżaliśmy zza zakrętu, rzeczywiście wydawało się, że ludzi jest niewielu. Jednak gdy zaczęliśmy rozstawiać stoiska i częstować cukierkami, kolejka zaczęła rosnąć… i rosnąć.
Przy automatycznych drzwiach ogarnęła mnie panika - czy wystarczy zupy dla wszystkich? Nasze miseczki są duże, mieszczą pół litra. Najgorsze, co może się zdarzyć, to brak posiłku dla kogoś, kto czeka w kolejce. Poprosiłam, by nalewać trochę mniej — i udało się. Każdy, kto przyszedł na czas, dostał ciepły posiłek.
Mimo dużej liczby osób było ciszej niż zwykle. Wiele osób podchodziło, by zapalić świeczkę za swoich bliskich. Widziałam łzy, słyszałam historie o żonie i dziecku, o bracie, tacie, mamie… o tych, których nie dało się odwiedzić na cmentarzu. Czułam ogromną wdzięczność — za posiłek, za obecność, za możliwość uczczenia pamięci.
To było piękne, wzruszające i pouczające spotkanie.
Dziękuję, że jesteście z nami.
Wiola















