Bunt i brak zgody na bylejakość
W ostatnią sobotę po raz 427. wyszliśmy z posiłkiem do osób potrzebujących takiego wsparcia. Pogoda była deszczowa, padała mżawka, kolejka mimo to zdawała się nie mieć końca. Wydawaliśmy czekolady i kanapki, zupę, ciasto, kawę i herbatę. Na widok czekolady, niektórzy mówili - jak miło - andrzejkowa czekolada. Pomyślałam – faktycznie, dla nich to okazja, dla wielu z nas już nie. Dwóch Panów jadło zupę, jeden do drugiego powiedział „widzisz, mówiłem ci, że tutaj warto przyjść”. Kolejny starszy Pan kilka razy wracał i mówił, że takiej pysznej zupy nigdy nie jadł i że bardzo dziękuje kłaniając się nisko.
Zupa była wyjątkowa nawet dla nas, bo gotujemy ją niezbyt często, bo to ta z tych kosztownych i czasochłonnych. Dobra gulaszowa, z dobrym mięsem, warzywami i pełna aromatycznych przypraw, ale ta zupa to nie tylko tylko ten wsad. To przede wszystkim troska, godność i szacunek wobec drugiego człowieka. To znacznie więcej niż nakarmienie głodnej osoby. To pokazanie, że tworzymy przestrzeń, w której jesteśmy równi i nie jesteśmy ważniejsi i lepsi, bo dajemy.
Z całego serca dziękujemy Aquanet SA za to, że ta zupa mogła być w radości przygotowana dzięki Waszemu wsparciu finansowemu i wolontaryjnemu.
Po każdym takim spotkaniu staję się lepszym człowiekiem i moja wrażliwość powoduje bunt i niezgodę na bylejakość dla takich ludzi więc będziemy robić swoje po swojemu. Wiemy, że znajdziemy wielu, którzy będą chcieli z nami pójść drogą autentyczności w działaniu.
Uściski!
Wiola






