Sobota pachnąca majerankiem i dobrem

Są takie soboty, które zaczynają się jeszcze zanim w garnkach zawrze woda. Takie, podczas których już od progu wiadomo, że wszystko ułoży się dobrze. Wystarczy kilka pierwszych uśmiechów, krótkie „cześć” i znajome twarze, by kuchnia zaczęła tętnić życiem.

Tak właśnie było tym razem. Kolejny raz odwiedzili nas wolontariusze z Aquanet SA, którzy towarzyszą nam od początku naszej działalności. To jedna z tych ekip, którym nie trzeba tłumaczyć, gdzie znajdują się produkty, jak działa nasza kuchnia ani jakie zadania czekają na wykonanie. Wchodzą, zakładają fartuchy, witają się z zespołem i od razu zabierają się do pracy.

Z nimi wszystko przebiega naturalnie i spokojnie. Każdy wie, co ma robić, a kolejne zadania wykonują się niemal same. Takie spotkania przypominają nam, jak wielką wartość mają relacje budowane przez lata. To coś więcej niż wolontariat. To wspólnota ludzi, którzy regularnie znajdują czas, by pomagać innym.

Tego dnia przygotowaliśmy 100 litrów aromatycznej fasolowej. Była gęsta, sycąca i pełna wartościowych składników. W kuchni unosił się zapach majeranku tak intensywny, że można go było wyczuć jeszcze zanim otworzyło się drzwi. To był jeden z tych zapachów, które od razu przywodzą na myśl domowe jedzenie i ciepło.

Oprócz zupy przygotowaliśmy również 160 kanapek, gorącą kawę i herbatę. Jak zawsze zależało nam na tym, by każdy otrzymał nie tylko ciepły posiłek, ale także chwilę życzliwości i poczucie, że ktoś o nim pamięta.

Na szczególną uwagę zasługują jednak ciasta. Były ich dziesiątki. Najróżniejsze smaki, kształty i receptury. Blachy domowych wypieków, pudełka pełne słodkości i ciasta przygotowane specjalnie dla osób, które miały pojawić się tego dnia na dworcu.

Po raz kolejny zadziałała nasza nieformalna akcja „o ciasta prosimy ludzi z miasta”. I po raz kolejny mieszkańcy pokazali, jak wielkie mają serca. Każde przyniesione ciasto było wyrazem troski i zaangażowania. To piękne, że tak wiele osób chce być częścią tego dobra, nawet jeśli nie mogą osobiście pojawić się przy gotowaniu.

Przed wyjazdem na dworzec spoglądaliśmy jeszcze w niebo. Prognozy nie były zbyt optymistyczne, a ciemne chmury krążyły gdzieś nad miastem. Zastanawiałam się, czy zdążymy wydać wszystko przed deszczem.

Na miejscu rozstawiliśmy się tak jak zawsze. Termosy z gorącą zupą, stoły z kanapkami, ciastami, kawą i herbatą. Wszystko gotowe na przyjęcie osób, które czekały na posiłek.

Tym razem mieliśmy również coś wyjątkowego. Kilka dni wcześniej odebraliśmy telefon od osób organizujących wesele. Została im część przygotowanego mięsa i zamiast pozwolić, by jedzenie się zmarnowało, postanowili przekazać je potrzebującym. Zadzwonili, zapytali, przywieźli. A my mogliśmy przekazać je dalej osobom, które naprawdę tego potrzebowały.

To kolejny przykład na to, że pomaganie często zaczyna się od bardzo prostych decyzji. Wystarczy zatrzymać się na chwilę i pomyśleć, czy coś, co dla nas jest nadwyżką, dla kogoś innego nie stanie się ważnym wsparciem.

Z każdą kolejną minutą przybywało osób oczekujących na posiłek. Wśród nich byli nasi stali goście, ale także wiele nowych twarzy. Ludzie przychodzili po ciepłą zupę, coś słodkiego i chwilę spokojnej rozmowy.

Każdy otrzymał pomoc. Każdy odszedł najedzony. Każdy został potraktowany z życzliwością i szacunkiem.

A potem wydarzyło się coś, co przypominało idealnie napisany scenariusz. Wydaliśmy ostatni kubek zupy. Posprzątaliśmy ostatnie rzeczy. I dokładnie wtedy spadły pierwsze krople deszczu.

Jakby pogoda postanowiła poczekać, aż skończymy zupowe spotkanie numer 467.

To są właśnie te soboty, które kochamy najbardziej. Niby zwyczajne, a jednak pełne małych cudów. Takie, w których dobro przychodzi pod wieloma postaciami. W garnku pachnącej majerankiem fasolowej. W domowym cieście upieczonym specjalnie dla nieznajomej osoby. W telefonie od ludzi, którzy nie chcą marnować jedzenia. W obecności wolontariuszy, którzy od lat wracają, by pomagać. W rozmowach, uśmiechach i gestach, które sprawiają, że świat staje się choć odrobinę lepszy.

Dziękujemy wszystkim, którzy byli częścią tej soboty. Wolontariuszom z Aquanet SA, naszym stałym wolontariuszom, darczyńcom, osobom piekącym ciasta oraz wszystkim, którzy na co dzień wspierają działania Zupy na Głównym.

To dzięki Wam możemy co tydzień tworzyć miejsce, w którym nikt nie jest pozostawiony sam sobie.

Dziękujemy, że jesteście z nami.

Z serdecznymi pozdrowieniami,
Ela