465. Zupa - ile w niej było energii i dobra
Miniona sobota była jedną z tych, które na długo zostają w pamięci. Było w niej dużo pracy, mnóstwo pozytywnej energii i jeszcze więcej dobra. Tym razem ramię w ramię z naszymi wolontariuszami pracowali żołnierze z U.S. Army Garrison Poland, stacjonujący na terenie Camp Kościuszko w Poznaniu, gdzie znajduje się stały garnizon wojsk amerykańskich w Polsce.
To już ich druga wizyta w Zupie na Głównym i po raz kolejny udowodnili, że gotowość do służby można okazywać na wiele sposobów. Ich obecność, spokój, życzliwość i zaangażowanie sprawiły, że ten dzień miał wyjątkowy charakter. Wspólna praca przy przygotowywaniu posiłków, rozmowy i wzajemna pomoc pokazały, że dobro nie zna granic, języków ani mundurów.
Tego dnia ugotowaliśmy 100 litrów pożywnego krupniku. Oczywiście nie był to zwykły krupnik. Od lat staramy się, aby każda miska naszej zupy była wartościowym, sycącym posiłkiem. Wiemy, że dla wielu osób, które do nas przychodzą, może to być jedyny ciepły posiłek tego dnia. Dlatego nie idziemy na skróty i nie szukamy najprostszych rozwiązań.
W ogromnym garnku znalazły się dwa rodzaje kasz, w tym pęczak, który nadał zupie wyjątkowej gęstości i charakteru. Był por, seler naciowy, pieczarki oraz śmietana kremówka, która nadała całości delikatności. Nie zabrakło również pięknych, mięsnych żeberek przekazanych przez naszego wieloletniego sponsora, który od lat wspiera działania Zupy na Głównym. Dzięki takim darczyńcom możemy przygotowywać posiłki, których sami nie musielibyśmy się wstydzić postawić na własnym stole.
Od pewnego czasu coraz częściej odbieramy w soboty telefony z pytaniem, czy będziemy wydawać posiłki. Przyznajemy, że trochę nas to zaskakuje, bo przecież jesteśmy na dworcu nieprzerwanie od lat, niezależnie od pogody, świąt czy wakacji. To jednak również sygnał, że trafia do nas coraz więcej nowych osób, które dopiero poznają naszą działalność i szukają wsparcia.
Już od początku wydawania posiłków było widać, że zainteresowanie będzie bardzo duże. Kolejka rosła niemal bez przerwy, a my chcieliśmy mieć pewność, że każdy otrzyma swoją porcję. Dlatego tym razem nalewaliśmy nieco mniej zupy niż zwykle. Kierowała nami prosta zasada: lepiej, aby osoba, która nadal będzie głodna, mogła wrócić po dokładkę, niż aby część porcji została niezjedzona, a dla kogoś zabrakło posiłku.
Zupa okazała się jednak wyjątkowo treściwa. Pełna kasz, warzyw i mięsa skutecznie syciła, dlatego dla wielu osób mniejsza porcja była całkowicie wystarczająca. Ci, którzy mieli większy apetyt, mogli skorzystać z dokładek. Od lat działa u nas prosty i sprawdzony system – po lewej stronie termosów wydajemy dokładki, a po prawej ustawiają się osoby, które jeszcze nie jadły. Po dziewięciu latach cotygodniowych wydań wypracowaliśmy logistykę, która pozwala sprawnie pomagać nawet wtedy, gdy potrzebujących jest bardzo dużo.
Oczywiście sama zupa to nie wszystko. Jak zawsze przygotowaliśmy również kanapki, kawę, herbatę oraz porcje ciasta. Cieszyliśmy się także z pogody, która tym razem była dla nas wyjątkowo łaskawa. Trafiliśmy w idealne okno bez deszczu. Przy tak licznej grupie osób zmieszczenie wszystkich pod peronowym zadaszeniem byłoby naprawdę dużym wyzwaniem.
Nasza działalność to jednak nie tylko wydawanie jedzenia. To także budowanie relacji i pomoc w szukaniu rozwiązań pozwalających wyjść z trudnej sytuacji życiowej. Jak zawsze ogromną pracę wykonała nasza socjalna Agnieszka, która rozmawiała z potrzebującymi i zachęcała ich do kontaktu ze specjalistami w naszej siedzibie.
Wśród wolontariuszy była również lekarka Marta, która udzielała porad zdrowotnych i pomagała przy zmianie opatrunków. Takie wsparcie często okazuje się bezcenne dla osób, które przez długi czas nie miały możliwości zadbania o swoje zdrowie.
Ilona i Gosia prowadziły zapisy na paczki odzieżowe, które wydajemy osobom potrzebującym. Każda rozmowa, każda informacja i każda forma wsparcia może stać się początkiem pozytywnej zmiany w życiu człowieka znajdującego się w kryzysie.
Można powiedzieć, że była to sobota jak wiele innych. Gotowanie, pakowanie, wydawanie posiłków, rozmowy i wspólna praca. A jednak z każdą kolejną akcją odczuwamy coraz większą radość i wdzięczność. Niezmiennie spotykamy wokół siebie ludzi, dla których pomaganie osobom znajdującym się w trudniejszej sytuacji życiowej jest czymś ważnym i naturalnym.
Mamy szczęście do ludzi. Od lat obserwujemy, jak wokół Zupy na Głównym gromadzą się osoby otwarte, empatyczne, zaangażowane i gotowe dzielić się swoim czasem. To właśnie oni tworzą niezwykłą atmosferę tego miejsca. Można nawet powiedzieć, że mamy wyjątkowy dar przyciągania dobrych ludzi.
Drodzy amerykańscy wolontariusze, dziękujemy Wam za obecność, zaangażowanie i bezcenny dar, jakim jest poświęcony czas. Dziękujemy za wspólną pracę, serdeczność i energię, którą wnieśliście do naszej kuchni i na dworzec. Już dziś cieszymy się na kolejne spotkanie.
Naszym Zupowym Wolontariuszom również dziękujemy z całego serca. Wspaniale było zobaczyć Was ponownie w tak licznym gronie. To znak, że wakacyjne wyjazdy i urlopy powoli dobiegają końca, a nam wszystkim będzie nieco łatwiej dzielić się obowiązkami podczas kolejnych sobotnich wydań.
Dziękujemy, że jesteście. Dzięki Wam w każdej misce zupy znajduje się coś więcej niż tylko jedzenie. Jest troska, szacunek, nadzieja i przekonanie, że nikt nie powinien zostać pozostawiony sam sobie.
Z serdecznymi pozdrowieniami,
Wiola
















