Sobotnia pomidorowa i trochę wiary w ludzi
W minioną sobotę gotowaliśmy pomidorową. Taką zwyczajną, domową, pachnącą warzywami i przyprawami. Taką, która potrafi rozgrzać nie tylko ciało, ale czasem też odrobinę serce. Była to nasze spotkanie numer 463. Przyznam się, że dzień zaczął się dla mnie z pewnym niepokojem. Było nas niewielu i zastanawiałam się, czy damy radę przygotować wszystko na czas. W głowie pojawiały się różne scenariusze, a większość z nich nie należała do tych optymistycznych. Czasami tak już mam, że najpierw martwię się na zapas, a dopiero później życie pokazuje mi, że niepotrzebnie.
I właśnie tak było tym razem.
Z minuty na minutę zaczęli pojawiać się kolejni wolontariusze. Jedni przyszli kroić warzywa, inni pomagać przy gotowaniu, jeszcze inni przy pakowaniu i wydawaniu posiłków. Nagle okazało się, że nie jesteśmy sami, że jest nas wystarczająco dużo, żeby wszystko przygotować spokojnie i z uśmiechem.
Dlatego z całego serca dziękuję każdej osobie, która poświęciła swój czas, energię i siły. Dziękuję za Waszą obecność, za dobre słowo, za pomocną dłoń i za to, że po raz kolejny pokazaliście, jak wielką wartość ma wspólne działanie. To właśnie dzięki Wam możemy robić to, co robimy od lat.
Na dworcu wydaliśmy zupę do ostatniej kropli. Przyszło wiele osób potrzebujących wsparcia. Wiele osób głodnych, zmęczonych, często zmagających się z trudnościami, których większość z nas nawet sobie nie wyobraża. Patrząc na kolejkę po ciepły posiłek, po raz kolejny pomyślałam, jak bardzo potrzebne są nasze sobotnie spotkania. Jak ważne jest to, że regularnie jesteśmy tam, gdzie ktoś na nas czeka.
Bo czasem miska gorącej zupy to coś więcej niż jedzenie. To chwila wytchnienia. To sygnał, że ktoś zauważa drugiego człowieka. To mały znak, że nie jest sam.
Ta sobota przypomniała mi również coś jeszcze. Że nawet kiedy wydaje się, że będzie trudno, wokół nas są ludzie gotowi pomagać. Ludzie, na których można liczyć. Ludzie, którzy przywracają wiarę w to, że dobro naprawdę istnieje i ma się całkiem dobrze.
Dlatego mam do Was małą prośbę. Jeśli kiedyś spotkacie na swojej drodze osobę w kryzysie bezdomności, nie przechodźcie obojętnie. Nie musicie od razu znać wszystkich odpowiedzi ani wiedzieć, jak rozwiązać czyjeś problemy. Czasem wystarczy zatrzymać się na chwilę i zapytać: „czy mogę jakoś pomóc?”. Być może potrzebna będzie butelka wody, ciepła odzież, pomoc w wykonaniu telefonu albo po prostu krótka rozmowa. Czasem najcenniejsze jest właśnie to, że ktoś zostanie wysłuchany i potraktowany jak człowiek. Możecie również przekazać kontakt do Zupy na Głównym. Zdarza się, że osoby potrzebujące nie wiedzą, gdzie szukać wsparcia, a taka informacja może okazać się pierwszym krokiem do uzyskania pomocy. Natomiast, jeżeli widzicie osobę, której życiu lub zdrowiu może zagrażać niebezpieczeństwo, nie wahajcie się wezwać pomocy pod numerem 112.
Najważniejsze jest jedno: zauważyć drugiego człowieka, wysłuchać go i okazać mu szacunek. Czasami właśnie od tego zaczyna się prawdziwa pomoc.
Dziękujemy, że jesteście z nami. Do zobaczenia przy kolejnym gotowaniu! Trzymajcie się ciepło.
Wasz zupowy wolontariusz,
Małgośka




