Gotujemy z wolontariuszami z PSE
462. sobotnia zupa, która zaczęła się już w piątek - jak zwykle, od zakupu świeżych produktów. Dzięki uprzejmości i zaangażowaniu PSE mogliśmy zrobić zakupy na 100 litrów żurku. To dla nas ogromne wsparcie, za które bardzo dziękujemy!
Tym razem kierowanie sobotnim gotowaniem spadło na moje barki, więc w sobotę pojawiłam się w naszej kuchni trochę wcześniej niż zwykle, żeby ugotować jajka. Bo wiadomo, żurek bez jajek to nie żurek. A ugotowanie 180 sztuk zajmuje trochę czasu.
Na szczęście miałam fantastyczną ekipę wolontariuszy – i z PSE, i naszych „zupowych”. Dzięki nim błyskawicznie zostały obrane i pokrojone warzywa, pokrojona i podsmażona kiełbasa, przygotowane kawa i herbata oraz podzielone na porce domowe ciasta, które nam przynieśliście.
Te ciasta zawsze mnie wzruszają. To taki mały sygnał: „niezależnie od sytuacji życiowej, zasługujesz na kawałek domowego, pysznego wypieku”.
Nasze plany próbowała pokrzyżować pogoda. Na dworcu zastanawiałam się, czy zdążymy przed deszczem. No i… nie zdążyliśmy. Gdy otwieraliśmy drugi termos, zaczęło kropić, a gdy było widać jego dno – już zdrowo padało. Szybko wydaliśmy wszystko, co zostało, dołączyliśmy do ekipy od kawy i ciasta, bo oni byli pod dachem.
Około 18:10 przyszedł jeszcze jeden pan, pytając, czy mamy coś do jedzenia. Została nam tylko kawa. Jego smutne oczy sprawiły, że postanowiłam sprawdzić, czy w termosie nie da się nic „wyskrobać”. I udało się - ostatni kubek żurku. Pan się bardzo ucieszył i powiedział, że to jego pierwszy posiłek tego dnia.
Wracałam na Przemysłową cała mokra, ale z poczuciem, że mimo pogody zrobiliśmy coś naprawdę dobrego.
Dziękujemy za prezenty! Dostaliśmy nowy ekspres do kawy, bo nasz się popsuł i ktoś postanowił nam pomóc. Dostaliśmy też ubrania i śpiwory. Dziękujemy za Wasze wielkie serca!
Ela



















